Emocjonalny teflon – ciemna strona nadmiernej kontroli

negatywne emocje

Gdzie ucieka nasza radość, gdy nie pozwalamy sobie na przeżycie smutku? Jak wpadamy w pułapkę nadmiernej kontroli i ile przy tym tracimy? Wydaje nam się, że najlepszą metodą radzenia sobie z każdą nieprzyjemną sytuacją jest jej całkowite opanowanie, a jednak nasz stan tylko się pogarsza. Prawie 30% Polaków może potencjalnie potrzebować jakiejś formy wsparcia lub pomocy psychiatrycznej, z czego depresja dotyka prawie 1,5 miliona dorosłych.  Czy możliwe jest, że pokryliśmy się emocjonalnym teflonem?

Strach, smutek czy rozpacz są niewygodne i postrzegane jako oznaki osobistej porażki. Nazywamy je „negatywnymi” i uważamy za „złe”. Jest to ciemna strona emocji, którą ukrywamy i o której nie mówimy. Są one jednak nieuniknione, gdyż stanowią część uniwersalnego ludzkiego doświadczenia i bardzo często dostarczają nam ważnych informacji o sobie i świecie. Mogą być nośnikami głębokiej osobistej transformacji. Starając się odgrodzić od strachu, gniewu czy smutku odcinamy się również od prawdziwego odczuwania radości, miłości, zaufania i wdzięczności. Stan, który określić można emocjonalnym teflonem to odrętwienie, zobojętnienie na swoje własne stany emocjonalne i najgłębsze potrzeby. Niewidzialny materiał pokrywa nas i nie pozwala na przywarcie żadnych silnych uczuć.

Nieuchronność ciemnych emocji

Unikając zagłębienia się w trudne emocje i zaprzeczając ich istnieniu tylko utrudniamy sytuację. Zamiast zmierzyć się z wyzwaniem, pogarszamy nasze położenie przez zafałszowywanie rzeczywistości. Staramy się pokryć teflonem, by trudne, ciemne emocje do nas nie przywierały nawet na chwilę. Jednak nie można żyć pełnią życia, odczuwać radości, miłości i wdzięczności, jeśli nie opłakaliśmy naszych strat.

Katarzyna Miller w wywiadzie sprzed wielu lat mówiła o nadopiekuńczej matce, która tak bardzo nie chciała powiedzieć swojemu dziecku, że jego ukochany chomik nie żyje, że kupiła nowego. Terapeutka zapytała wówczas,czy kiedy pewnego dnia umrze babcia, to także będzie szukać jakiejś aktorki na zastępstwo. To porównanie doskonale pokazuje absurd wypierania śmierci i bólu. Ludzie, których kochamy, umierają lub cierpią z powodu chorób i traum. Musimy nauczyć się uznawać emocje towarzyszące takim doświadczeniom. Nie możemy zlikwidować tych uczuć, więc nie powinniśmy udawać, że ich nie ma, bo ich wypieranie dodatkowo je umacnia.

Kalejdoskop małych i większych nałogów

Żeby nie konfrontować się z ciemnymi emocjami sięgamy po alkohol, narkotyki, hazard, sport, media społecznościowe, dodatkową pracę, kompulsywne zakupy lub seks czy inne aktywności dające nam chwilowe poczucie zajętości, ważności czy przyjemności. Z różną intensywnością, zależnie od indywidualnych potrzeb, wynikających z tego samego – odrętwienia emocjonalnego. Im jest ono większe, tym więcej potrzebujemy zewnętrznych impulsów, aby cokolwiek poczuć. Jednak jest to zaledwie symulacja, namiastka emocji, która nie uczy nas niczego o sobie ani o świecie. Im bardziej jesteśmy teflonowi, odcięci od tego, co nieprzyjemne i niezdolni do przeżywania tego, co dobre, tym większy niedosyt emocjonalny odczuwamy. Bo przecież na emocjach opiera się nasze życie.

Zaakceptować zamiast wypierać

Pierwszym krokiem w mądrym radzeniu sobie z trudnymi emocjami jest zaakceptowanie faktu doświadczania smutku, rozpaczy, wstydu czy lęku. Trzeba oswoić te bestie, a żeby coś oswoić, trzeba to poznać. Wymaga to wiele nauki – jak je rozpoznawać, dostrzegać, jak odbiera je ciało, kiedy konkretne cechy tych stanów się nasilają i kiedy zanikają. To pozwala nam je przekształcać, ale też szybciej reagować i szukać pomocy. Zwłaszcza wtedy, gdy własne stany psychiczne zagrażają życiu i wymagają natychmiastowego leczenia farmakologicznego.

Dodaj komentarz